01 lutego 2012

Rozdział 2 : Oni

 Postanowiłam sprawdzić jak wygląda moja nowa szkoła.  Nie musiałam jej długo szukać. To małe miasteczko a szkoła była tylko kilka przecznic od mojego nowego domu. Stanęłam przed wejściem do budynku.
- Nowa w mieście ? - usłyszałam za sobą damski głos. Odwróciłam się i ujrzałam śliczną brunetkę o charakterystycznej bladej cerze, obok niej stał wysoki blondyn o cerze podobnej do dziewczyny stojącej obok niego.  Oboje mieli brązowe oczy. ich nieskazitelna cera wręcz  rzucała się w oczy.
- Tak - powiedziałam i uśmiechnęłam się niepewnie.
- Tak myślałam. nigdy wcześniej Cię nie widziałam a mieszkam tu bardzo długo - zaśmiała się - Jestem Alison a to jest mój chłopak Steven - oznajmiła wskazując na chłopaka, który uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów.
- Miło mi, ja jestem Amanda - przedstawiłam się a mój uśmiech był coraz pewniejszy.
- Jeśli chcesz możemy cię oprowadzić. znamy to miejsce bardzo dobrze - zaproponowała Alison. Nie wiedziałam czemu, ale kładła dziwny, lecz ledwie słyszalny nacisk na słowo "bardzo".
- Nie, dzięki. Właśnie skończyłam zwiedzanie. Chodzicie tutaj do szkoły ? - spytałam wskazując nas budynek.
- Tak - odpowiedziała dziewczyna. Steven nie wypowiedział jeszcze ani jednego słowa. Cały czas dziwnie mi się przyglądał. Miałam wrażenie jakby przeszywał mnie wzrokiem.
- Czemu jesteście tacy bladzi ? - spytałam patrząc na nich. To było głupie pytanie jednak bardzo chciałam poznać odpowiedź.
- Tak już mamy - zaśmiała się dziewczyna. - My już musimy iść. Miło było Cię poznać Amando. Do zobaczenia w szkole - razem z chłopakiem ruszyła w kierunku niebieskiego sportowego auta, którego nazwy marki nie znałam. Poruszali się z niezwykłą gracją. Było w nich coś tajemniczego. Bił od nich chłód, jednak sprawiali wrażenie bardzo sympatycznych, a bynajmniej Alison.
Odprowadziłam ich wzrokiem a gdy już odjechali usłyszałam burczenie brzucha. Po krótkiej chwili zdała, sobie sprawę, że to mój brzuch wydawał te charakterystyczne dźwięki. Rumieniąc się rozejrzałam się dookoła w nadziei, że nikt tego nie słyszał, ale wokół nikogo nie było. Rumieńce zniknęły.
Stwierdziłam, że pora iść do domu. Zaczęło się ściemniać. Po drodze zboczyłam do budki z hot-dogami. Jedząc doszłam do domu. Na podjeździe stał tylko nasz samochód. Drzwi do domu były uchylone, weszłam przez nie i potknęłam się o coś bardzo twardego. W efekcie upadłam na podłogę robiąc bardzo dużo hałasu.
- Matko Boska ! Ami ! Nic Ci nie jest ? - zapytała mama pomagając mi wstać. 
- Nie, wszytko dobrze - spojrzałam na przedmiot przez który o mało co straciłabym życie. Była to skrzynia na listy miłosne zaadresowane do mamy. Mama będąc w liceum miała bardzo dużo wielbicieli. nic dziwnego, była piękną kobietą. 
Otrzepując ręce weszłam do salonu. Ku mojemu zdziwieniu wszystkie meble były na swoich miejscach. Wokoło stały kartony z rzeczami, cześć z nich była już pusta.
- Jak Ci się udało to zrobić ? - spytałam patrząc z niedowierzaniem na mamę.
- Mam swoje sposoby słonko - uśmiechnęła się słodko wiedząc, że nienawidzę jak odpowiada mi takim przesłodzonym tonem. - Idź spać, jutro Twój pierwszy dzień w nowej szkole- pogłaskała mnie po głowie i wyszła do ogrodu.
Zrobiłam tak jak zaleciła mi mama.


Przyjmuję wszelką krytykę wytykanie mi błędów. Znacznie ułatwi mi to pisanie.
Następny rozdział niebawem. I obiecuję, że będzie nieco dłuższy niż ten :)