Postanowiłam sprawdzić jak wygląda moja nowa szkoła. Nie musiałam jej długo szukać. To małe miasteczko a szkoła była tylko kilka przecznic od mojego nowego domu. Stanęłam przed wejściem do budynku.
- Nowa w mieście ? - usłyszałam za sobą damski głos. Odwróciłam się i ujrzałam śliczną brunetkę o charakterystycznej bladej cerze, obok niej stał wysoki blondyn o cerze podobnej do dziewczyny stojącej obok niego. Oboje mieli brązowe oczy. ich nieskazitelna cera wręcz rzucała się w oczy.
- Tak - powiedziałam i uśmiechnęłam się niepewnie.
- Tak myślałam. nigdy wcześniej Cię nie widziałam a mieszkam tu bardzo długo - zaśmiała się - Jestem Alison a to jest mój chłopak Steven - oznajmiła wskazując na chłopaka, który uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów.
- Miło mi, ja jestem Amanda - przedstawiłam się a mój uśmiech był coraz pewniejszy.
- Jeśli chcesz możemy cię oprowadzić. znamy to miejsce bardzo dobrze - zaproponowała Alison. Nie wiedziałam czemu, ale kładła dziwny, lecz ledwie słyszalny nacisk na słowo "bardzo".
- Nie, dzięki. Właśnie skończyłam zwiedzanie. Chodzicie tutaj do szkoły ? - spytałam wskazując nas budynek.
- Tak - odpowiedziała dziewczyna. Steven nie wypowiedział jeszcze ani jednego słowa. Cały czas dziwnie mi się przyglądał. Miałam wrażenie jakby przeszywał mnie wzrokiem.
- Czemu jesteście tacy bladzi ? - spytałam patrząc na nich. To było głupie pytanie jednak bardzo chciałam poznać odpowiedź.
- Tak już mamy - zaśmiała się dziewczyna. - My już musimy iść. Miło było Cię poznać Amando. Do zobaczenia w szkole - razem z chłopakiem ruszyła w kierunku niebieskiego sportowego auta, którego nazwy marki nie znałam. Poruszali się z niezwykłą gracją. Było w nich coś tajemniczego. Bił od nich chłód, jednak sprawiali wrażenie bardzo sympatycznych, a bynajmniej Alison.
Odprowadziłam ich wzrokiem a gdy już odjechali usłyszałam burczenie brzucha. Po krótkiej chwili zdała, sobie sprawę, że to mój brzuch wydawał te charakterystyczne dźwięki. Rumieniąc się rozejrzałam się dookoła w nadziei, że nikt tego nie słyszał, ale wokół nikogo nie było. Rumieńce zniknęły.
Stwierdziłam, że pora iść do domu. Zaczęło się ściemniać. Po drodze zboczyłam do budki z hot-dogami. Jedząc doszłam do domu. Na podjeździe stał tylko nasz samochód. Drzwi do domu były uchylone, weszłam przez nie i potknęłam się o coś bardzo twardego. W efekcie upadłam na podłogę robiąc bardzo dużo hałasu.
- Matko Boska ! Ami ! Nic Ci nie jest ? - zapytała mama pomagając mi wstać.
- Nie, wszytko dobrze - spojrzałam na przedmiot przez który o mało co straciłabym życie. Była to skrzynia na listy miłosne zaadresowane do mamy. Mama będąc w liceum miała bardzo dużo wielbicieli. nic dziwnego, była piękną kobietą.
Otrzepując ręce weszłam do salonu. Ku mojemu zdziwieniu wszystkie meble były na swoich miejscach. Wokoło stały kartony z rzeczami, cześć z nich była już pusta.
- Jak Ci się udało to zrobić ? - spytałam patrząc z niedowierzaniem na mamę.
- Mam swoje sposoby słonko - uśmiechnęła się słodko wiedząc, że nienawidzę jak odpowiada mi takim przesłodzonym tonem. - Idź spać, jutro Twój pierwszy dzień w nowej szkole- pogłaskała mnie po głowie i wyszła do ogrodu.
Zrobiłam tak jak zaleciła mi mama.
Przyjmuję wszelką krytykę wytykanie mi błędów. Znacznie ułatwi mi to pisanie.
Następny rozdział niebawem. I obiecuję, że będzie nieco dłuższy niż ten :)
Krew z krwi
01 lutego 2012
15 stycznia 2012
Rozdział 1 : Nowe miejsce
- Jesteśmy na miejscu Ami ! - zawołała radośnie mama parkując przed domem.
- Super - mruknęłam i niechętnie spojrzałam przez szybę samochodu.
- I jak Ci się podoba ? - spytała mama odwracając się do mnie. Czując jej wzrok na sobie wymusiłam uśmiech.
- Jest idealnie - skłamałam. Już nienawidziłam tego miejsca. Z całych sił pragnęłam wrócić do naszego starego domu w Dallas. Co prawda ten dom jest o wiele większy od naszego starego, ale już brakuje mi tamtej klitki.
- Chodźmy do środka - powiedziała mama wyrywając mnie z zamyślenia. Wysiadła z samochodu i ruszyła w kierunku domu. W połowie drogi zatrzymała się i spojrzała na mnie. - Idziesz ? - zawołała.
- Tak, już - wyciągnęłam z kieszeni telefon i rzuciłam na siedzenie obok. Wysiadłam i ruszyłam w kierunku mamy. Gdy już do niej dotarłam złapała mnie za rękę i energicznie pociągnęła w kierunku drzwi.
- Masz - powiedziała wręczając mi klucz - Otwórz - uśmiechnęła się wskazując na drzwi.
Skinęłam głową i wolnym ruchem wsadziłam klucz do zamka, przekręciłam i naciskając klamkę lekko popchnęłam drzwi. Były ciężkie. Spojrzałam na rozpromienioną mamę. Ostatni raz ją taką widziałam 4 lata temu jak wróciłam do domu z wielkim złotym pucharem za zajęcie 1 miejsca w konkursie matematycznym. To było chyba największe osiągnięcie w moim życiu. Mimowolnie się uśmiechnęłam wspominając to wydarzenie.
Weszłam do domu i rozejrzałam się uważnie. Hol był większy niż przypuszczałam. Przede mną widniały schody po których odruchowo weszłam na górę. Podbiegłam do drzwi od 3 pokoju z lewej. Na drzwiach była przyklejona kartka z napisem : Pokój Amandy. Nie miałam wątpliwości co do tego pokoju. Weszłam i uśmiechnęłam się szeroko. Jak sądziłam był średniej wielkości, ściany były koloru fioletowego a podłoga była ciemnobrązowa. Idealnie. Dokładnie tak jak chciałam.
Zeszłam na dół i zobaczyłam mamę krzątającą się po parterze. Zaśmiałam się cicho i wyszłam na zewnątrz. Przed domem stały cztery różnej wielkości samochody bagażowe. Niechętnie podeszłam do obleśnie wyglądającego faceta, który opierał się o jeden z samochodów.
- Gdzie są pudła z ubraniami ? - zapytałam uprzejmie. Mężczyzna wskazał na najmniejszy z samochodów. Podeszłam do niego i otworzyłam tylne drzwi. Ku mojemu szczęściu kartony z moimi ubraniami były na samym wierzchu. Poznałam je po narysowanych wielkich serduszkach. Otworzyłam pierwszy z brzegu. Zajrzałam do środka. Było w nim dokładnie to co chciałam. Kilka moich ulubionych bluzek, rurki i jakieś inne rzeczy.
- Mamo ! - krzyknęłam w stronę domu - Gdzie są kosmetyki ?
- W naszym bagażniku skarbie - usłyszałam odpowiedź.
Wzięłam otwarty karton i podeszłam do naszego samochodu. Położyłam pudło na dachu i otworzyłam bagażnik. Były tam 3 kartony. Wzięłam ten z moim imieniem.
- Przepraszam, mógłby mi pan pomóc ? - zwróciłam się do obleśnego faceta. Ten bez słowa podszedł do mnie i wziął pudło z ubraniami. - Na górę - uśmiechnęłam się do niego i wzięłam karton z kosmetykami. Wróciłam do domu. Mama robiła to samo co wcześniej.
- Błagam Cię, odpocznij. Jesteś przemęczona - nie kłamałam. Wyglądała jakby nie spała co najmniej trzy dni.
- Dam radę słonko - odparła. Westchnęłam i wróciłam do mojego pokoju.
- Niech pan to postawi byle gdzie - weszłam do łazienki. Na parapecie postawiłam pudło i podeszłam do lusterka. Wyglądałam okropnie. Z pudła z ubraniami wyciągnęłam bieliznę, ciuchy i ręcznik, nie miałam pojęcia jak się tam znalazł, ale no cóż. Świat zadziwia. Wzięłam prysznic. Rozkoszując się otaczającym mnie ciepłem zapomniałam o całym świecie. Po wyjściu spod prysznica owinęłam się w ręcznik i palcami rozczesałam moje mokre blond włosy. Z kosmetyków wygrzebałam tusz do rzęs i puder. Nie użyłam go ani razu a został kupiony pół roku temu. Pomalowałam się. Nie chciałam wyglądać jak "pryszcz", ale nie też jak jakieś Emo. Makijaż był delikatny. Ubrałam bieliznę, na to czarne rurki i niebieski luźny top z Ciateczkowym Potworem z ulicy Sezamkowej. Gotowa do wyjścia zeszłam na dół.
- Mamo idę zwiedzić okolicę, jakby co to dzwoń - krzyknęłam wychodząc. Po drodze wzięłam telefon z samochodu i ruszyłam w drogę.
A więc witam Williston.
- Super - mruknęłam i niechętnie spojrzałam przez szybę samochodu.
- I jak Ci się podoba ? - spytała mama odwracając się do mnie. Czując jej wzrok na sobie wymusiłam uśmiech.
- Jest idealnie - skłamałam. Już nienawidziłam tego miejsca. Z całych sił pragnęłam wrócić do naszego starego domu w Dallas. Co prawda ten dom jest o wiele większy od naszego starego, ale już brakuje mi tamtej klitki.
- Chodźmy do środka - powiedziała mama wyrywając mnie z zamyślenia. Wysiadła z samochodu i ruszyła w kierunku domu. W połowie drogi zatrzymała się i spojrzała na mnie. - Idziesz ? - zawołała.
- Tak, już - wyciągnęłam z kieszeni telefon i rzuciłam na siedzenie obok. Wysiadłam i ruszyłam w kierunku mamy. Gdy już do niej dotarłam złapała mnie za rękę i energicznie pociągnęła w kierunku drzwi.
- Masz - powiedziała wręczając mi klucz - Otwórz - uśmiechnęła się wskazując na drzwi.
Skinęłam głową i wolnym ruchem wsadziłam klucz do zamka, przekręciłam i naciskając klamkę lekko popchnęłam drzwi. Były ciężkie. Spojrzałam na rozpromienioną mamę. Ostatni raz ją taką widziałam 4 lata temu jak wróciłam do domu z wielkim złotym pucharem za zajęcie 1 miejsca w konkursie matematycznym. To było chyba największe osiągnięcie w moim życiu. Mimowolnie się uśmiechnęłam wspominając to wydarzenie.
Weszłam do domu i rozejrzałam się uważnie. Hol był większy niż przypuszczałam. Przede mną widniały schody po których odruchowo weszłam na górę. Podbiegłam do drzwi od 3 pokoju z lewej. Na drzwiach była przyklejona kartka z napisem : Pokój Amandy. Nie miałam wątpliwości co do tego pokoju. Weszłam i uśmiechnęłam się szeroko. Jak sądziłam był średniej wielkości, ściany były koloru fioletowego a podłoga była ciemnobrązowa. Idealnie. Dokładnie tak jak chciałam.
Zeszłam na dół i zobaczyłam mamę krzątającą się po parterze. Zaśmiałam się cicho i wyszłam na zewnątrz. Przed domem stały cztery różnej wielkości samochody bagażowe. Niechętnie podeszłam do obleśnie wyglądającego faceta, który opierał się o jeden z samochodów.
- Gdzie są pudła z ubraniami ? - zapytałam uprzejmie. Mężczyzna wskazał na najmniejszy z samochodów. Podeszłam do niego i otworzyłam tylne drzwi. Ku mojemu szczęściu kartony z moimi ubraniami były na samym wierzchu. Poznałam je po narysowanych wielkich serduszkach. Otworzyłam pierwszy z brzegu. Zajrzałam do środka. Było w nim dokładnie to co chciałam. Kilka moich ulubionych bluzek, rurki i jakieś inne rzeczy.
- Mamo ! - krzyknęłam w stronę domu - Gdzie są kosmetyki ?
- W naszym bagażniku skarbie - usłyszałam odpowiedź.
Wzięłam otwarty karton i podeszłam do naszego samochodu. Położyłam pudło na dachu i otworzyłam bagażnik. Były tam 3 kartony. Wzięłam ten z moim imieniem.
- Przepraszam, mógłby mi pan pomóc ? - zwróciłam się do obleśnego faceta. Ten bez słowa podszedł do mnie i wziął pudło z ubraniami. - Na górę - uśmiechnęłam się do niego i wzięłam karton z kosmetykami. Wróciłam do domu. Mama robiła to samo co wcześniej.
- Błagam Cię, odpocznij. Jesteś przemęczona - nie kłamałam. Wyglądała jakby nie spała co najmniej trzy dni.
- Dam radę słonko - odparła. Westchnęłam i wróciłam do mojego pokoju.
- Niech pan to postawi byle gdzie - weszłam do łazienki. Na parapecie postawiłam pudło i podeszłam do lusterka. Wyglądałam okropnie. Z pudła z ubraniami wyciągnęłam bieliznę, ciuchy i ręcznik, nie miałam pojęcia jak się tam znalazł, ale no cóż. Świat zadziwia. Wzięłam prysznic. Rozkoszując się otaczającym mnie ciepłem zapomniałam o całym świecie. Po wyjściu spod prysznica owinęłam się w ręcznik i palcami rozczesałam moje mokre blond włosy. Z kosmetyków wygrzebałam tusz do rzęs i puder. Nie użyłam go ani razu a został kupiony pół roku temu. Pomalowałam się. Nie chciałam wyglądać jak "pryszcz", ale nie też jak jakieś Emo. Makijaż był delikatny. Ubrałam bieliznę, na to czarne rurki i niebieski luźny top z Ciateczkowym Potworem z ulicy Sezamkowej. Gotowa do wyjścia zeszłam na dół.
- Mamo idę zwiedzić okolicę, jakby co to dzwoń - krzyknęłam wychodząc. Po drodze wzięłam telefon z samochodu i ruszyłam w drogę.
A więc witam Williston.
Wstęp
Nowe miejsce, nowi znajomi, nowe życie. Często bywa tak, że dopiero po zmianie otoczenia dostrzegamy swoje największe wady, swoją naiwność. Liczę na to, że dane mi będzie odnaleźć klucz do tej niesfornej zagadki. Być może to śmierć jest jedynym rozwiązaniem. Zacznijmy tą cholerną walkę o przetrwanie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)