15 stycznia 2012

Rozdział 1 : Nowe miejsce

- Jesteśmy na miejscu Ami ! - zawołała radośnie mama parkując przed domem.
- Super - mruknęłam i niechętnie spojrzałam przez szybę samochodu.
- I jak Ci się podoba ? - spytała mama odwracając się do mnie. Czując jej wzrok na sobie wymusiłam uśmiech.
- Jest idealnie - skłamałam. Już nienawidziłam tego miejsca. Z całych sił pragnęłam wrócić do naszego starego domu w Dallas. Co prawda ten dom jest o wiele większy od naszego starego, ale już brakuje mi tamtej klitki.
- Chodźmy do środka - powiedziała mama wyrywając mnie z zamyślenia. Wysiadła z samochodu i ruszyła w kierunku domu. W połowie drogi zatrzymała się i spojrzała na mnie. - Idziesz ? - zawołała.
- Tak, już - wyciągnęłam z kieszeni telefon i rzuciłam na siedzenie obok. Wysiadłam i ruszyłam w kierunku mamy. Gdy już do niej dotarłam złapała mnie za rękę i energicznie pociągnęła w kierunku drzwi.
- Masz - powiedziała wręczając mi klucz - Otwórz - uśmiechnęła się wskazując na drzwi.
Skinęłam głową i wolnym ruchem wsadziłam klucz do zamka, przekręciłam i naciskając klamkę lekko popchnęłam drzwi. Były ciężkie. Spojrzałam na rozpromienioną mamę. Ostatni raz ją taką widziałam 4 lata temu jak wróciłam do domu z wielkim złotym pucharem za zajęcie 1 miejsca w konkursie matematycznym. To było chyba największe osiągnięcie w moim życiu. Mimowolnie się uśmiechnęłam wspominając to wydarzenie.
Weszłam do domu i rozejrzałam się uważnie. Hol był większy niż przypuszczałam. Przede mną widniały schody po których odruchowo weszłam na górę. Podbiegłam do drzwi od 3 pokoju z lewej. Na drzwiach była przyklejona kartka z napisem : Pokój Amandy. Nie miałam wątpliwości co do tego pokoju. Weszłam i uśmiechnęłam się szeroko. Jak sądziłam był średniej wielkości, ściany były koloru fioletowego a podłoga była ciemnobrązowa.  Idealnie. Dokładnie tak jak chciałam. 
Zeszłam na dół i zobaczyłam mamę krzątającą się po parterze. Zaśmiałam się cicho i wyszłam na zewnątrz. Przed domem stały cztery różnej wielkości samochody bagażowe. Niechętnie podeszłam do obleśnie wyglądającego faceta, który opierał się o jeden z samochodów.
- Gdzie są pudła z ubraniami ? - zapytałam uprzejmie. Mężczyzna wskazał na najmniejszy z samochodów. Podeszłam do niego i otworzyłam tylne drzwi. Ku mojemu szczęściu kartony z moimi ubraniami były na samym wierzchu. Poznałam je po narysowanych wielkich serduszkach. Otworzyłam pierwszy z brzegu. Zajrzałam do środka. Było w nim dokładnie to co chciałam. Kilka moich ulubionych bluzek, rurki i jakieś inne rzeczy.
- Mamo ! - krzyknęłam w stronę domu - Gdzie są kosmetyki ?
- W naszym bagażniku skarbie -  usłyszałam odpowiedź.
Wzięłam otwarty karton i podeszłam do naszego samochodu. Położyłam pudło na dachu i otworzyłam bagażnik. Były tam 3 kartony. Wzięłam ten z moim imieniem.
- Przepraszam, mógłby mi pan pomóc ? - zwróciłam się do obleśnego faceta. Ten bez słowa podszedł do mnie i wziął pudło z ubraniami. - Na górę - uśmiechnęłam się do niego i wzięłam karton z kosmetykami. Wróciłam do domu. Mama robiła to samo co wcześniej.
- Błagam Cię, odpocznij. Jesteś przemęczona - nie kłamałam. Wyglądała jakby nie spała co najmniej trzy dni.
- Dam radę słonko - odparła. Westchnęłam i wróciłam do mojego pokoju.
- Niech pan to postawi byle gdzie - weszłam do łazienki. Na parapecie postawiłam pudło  i podeszłam do lusterka. Wyglądałam okropnie. Z pudła z ubraniami wyciągnęłam bieliznę, ciuchy i ręcznik, nie miałam pojęcia jak się tam znalazł, ale no cóż. Świat zadziwia. Wzięłam prysznic. Rozkoszując się otaczającym mnie ciepłem zapomniałam o całym świecie. Po wyjściu spod prysznica owinęłam się w ręcznik i palcami rozczesałam moje mokre blond włosy. Z kosmetyków wygrzebałam tusz do rzęs i puder. Nie użyłam go ani razu a został kupiony pół roku temu. Pomalowałam się. Nie chciałam wyglądać jak "pryszcz", ale nie też jak jakieś Emo. Makijaż był delikatny. Ubrałam bieliznę, na to czarne rurki i niebieski luźny top z Ciateczkowym Potworem z ulicy Sezamkowej. Gotowa do wyjścia zeszłam na dół.
- Mamo idę zwiedzić okolicę, jakby co to dzwoń - krzyknęłam wychodząc. Po drodze wzięłam telefon z samochodu i ruszyłam w drogę. 
A więc witam Williston. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz